
|
2009-11-09 09:39:12 >> Z pamiętnika pojeba
30.10.2009 Decyzja o zejściu z leków przeciwpojebowych. Powodów kilka, nie chcę o tym pisać. Efectin 150 ER zmieniamy na 75 ER. Docelowo zostajemy na 75 ER, schodzimy na 37.5 ER albo całkowicie, ewentualnie wracamy na 150 ER, jak będzie nie do wytrzymania. Spodziewam się niezłych jazd - kumpel po rzuceniu (całkowitym, z dnia na dzień) już się ze wszystkimi pożegnał i prawie sfrunął z okna. Uprzedziłem przyjaciół że jeżeli kiedykolwiek będę ich potrzebował bardziej niż zwykle to pewnie właśnie teraz, przez kilka najbliższych tygodni. 1.11.2009 Atak. Ale chyba niezwiązany. 2.11.2009 Chce mi się Efectinu. Uzależnienie? 4.11.2009 Dodatkowo zaczynam brać antybiotyk - Cipronex. Podobno teraz są zalecenia żeby leczyć nim IBS. Eksperymentalnie spróbujemy. Mam to brać przez 10 dni. No to biorę. 6.11.2009 Nie jest źle. Główne efekty uboczne do zniesienia - ekstremalnie łatwa wkurwialność w dzień (wkurwia mnie dosłownie wszystko, mało brakowało a zajebałbym na ulicy kolesiowi który darł ryja i znowu skończyłoby się na komendzie jak ostatnio) i spore doły w nocy. Szkoda że przez mojego wkurwa obrywają psychicznie bliscy. Przynajmniej nie ma myśli samobójczych, raczej wszystko lata mi koło dupy, żyć może się nie chce, ale zdychać też nie. Zresztą to i tak tylko wieczorami. Dodatkowy efekt - w końcu normalnie śpię, zasypiam o 22, budzę się o 6, cały dzień przede mną. Początek nowego? 8.11.2009 Chyba organizm powoli się przyzwyczaja. Wracam do normy. Pojawiają się emocje o takim zabarwieniu jakiego naprawdę dawno nie czułem. Trochę mnie przytłaczają, ale to nic. Przypomina mi to czasy kiedy byłem naprawdę wrażliwy. Kiedy zdarzało mi się płakać ze wzruszenia. Jest dobrze. Może poczekać z tydzień i zejść na 37.5? 9.11.2009 Chuj a nie wraca do normy. Znowu noc psu w pizdę. Potem atak jakiego dawno nie miałem. Nawet benzo nie pomogło. Ostatnio tak było jak 2-3 dni w ogóle nie brałem Efectinu. Było do przewidzenia. Gonitwa myśli, samoocena leci na ryj, mam ochotę zamknąć się przed ludźmi w wygasłym wulkanie. Pojawia się myśl o powrocie do CBT, książki albo Lindena i załatwieniu tego tym razem raz a dobrze. Naprawdę dowolnym kosztem. More to follow? skomentuj (5) 2009-11-06 10:40:24 >> Death note 20:46:13 <@alterek> nie kurwa, rzucajac leki przeciwdepresyjne bede tryskal energia i dobrym humorem 20:48:13 < staramsie> jak mi przykro ze sie zle czujesz ja tez sie zle czuje 20:48:22 <@alterek> zartujesz? 20:48:25 <@alterek> przeciez nawet mnie nie znasz 20:48:42 < staramsie> znam cie z czata :) 20:48:44 <@alterek> nie znasz 20:48:59 <@alterek> ja np. mam w dupie 90% osob stad i ich nastroje 20:49:19 < staramsie> to źle że masz w dupie 20:49:21 <+sebcio> to niefajnie alterek 20:49:26 <@alterek> zle bo dupa od tego rosnie. 20:49:32 <@alterek> ide ten jebany antybiotyk wziac Tak w temacie. Gryzę. I kask kupiłem. Nolan N84. http://www.motogen.pl/laboratorium/testyakcesoriow/nolan-n84-n-com-duma-wloskiej-marki,art20.html Nolan kojarzy mi się z Silanem. Silan z Samirą. Znalazłem swojego "bloga" z 2004. Od 3 stycznia do 25 marca. Bosz. Ogólnie dużo rzeczy o których już dawno zapomniałem. Ale to było tylko w kompie i tylko moje, nie udostępniałem nigdzie. W sumie inny plik zacząłem pisać jakoś tak w 2003. I piszę do dzisiaj. 26 tysięcy linii, 906kB... Whatever. Alterek. W wersji ugrzecznionej. ![]() Z elfimi uszami. ![]() Luxe wróciła. skomentuj (2) 2009-11-03 12:02:42 >> Until Death 21:16:36 | <v> napisz lepiej cos na bloga. 21:16:43 | <v> bo chce poczytac. 21:16:47 | <alterek> to mi inspiracje znajdz 21:17:17 | <alterek> mnie musi natchnac zebym cos na bloga napisal 21:18:22 | <v> bardzo rzadko piszesz ostatnio, raz w miesiacu wychodzi 21:18:28 | <v> kiedys pisales czesciej ;p 21:18:32 | <alterek> i tak za czesto. V. ma pamiętnik, A. ma pamiętnik, też sobie pamiętnik założyłem. W pliku w spvce. I też w nim nic nie piszę. Idą moje urodziny (tzn. za pół roku), możecie zrobić zrzutę na Celicę. ![]() ![]() Toyota Celica. Zachorowałem trochę na ten samochód, zajebiście mi się podoba. Dziewczyna kumpla ma. Oprócz tego możecie mi kupić kask integralny z Bluetoothem (Naxa FB?), skórę (wolałbym tekstylia ale skóra bezpieczniejsza, szczególnie na torze, a wybieram się na tor do Poznania), alarm spy moto i wydech IXILa. 18:44:06 | <a> kuba do mnie dziś na 1 lekcji "ale zaaaajebisty motor z kolegami przy stacji widziałem" xd 18:44:45 | <a> .. pamietasz jak w piatek mijaliśmy kube ?:D 18:45:28 | <alterek> hahahahah to trzeba bylo mu powiedziec :D 18:45:29 | <alterek> ze to ty 18:45:38 | <alterek> tylko nie mowic ze ze mna 18:45:39 | <alterek> tzn. nic o mnie 18:45:54 | <a> by sie spytał ani. 18:46:02 | <a> a ania by wiedziała kto był ze mną. 18:46:10 | <alterek> w sumie 18:47:07 | <a> w każdym bądź razie uznali że ten ktoś ma zajebisty motor który osiąga prędkość do "300 km na godzine -.-`" 18:47:13 | <alterek> tylko 260 :D 18:47:32 | <a> i zaczął mi opisywać ten motor bo nie wiedział jaka marka xD 18:47:38 | <alterek> haha a ty co? 18:47:52 | <a> a ja że sie na motorach nei znam, żeby mi dał spokój :D 18:54:12 | <a> pierwsza lekcja.. wchodzimy do sali. kuba siada koło mnie..cisza i nagle "...alle zajebisty motor w piątek z kolegami widziałem" 18:54:35 | <a> a ja oczy w slup :D Macie, kurwa, filmika z wczoraj (akurat testowałem mocowanie aparatu do kierownicy). Wawa, lewoskręt ze Świętokrzyskiej w Marszałkowską. Jakby ktoś nie poznał. Efectin sobie odstawiam do połówki. Tzn. już odstawiłem. Ze 150 ER do 75 ER. Jest kilka powodów, nie chcę o nich pisać, zresztą nieważne. W każdym razie jeżeli kiedykolwiek potrzebuję przyjaciół bardziej niż zwykle to wygląda na to że to będzie właśnie ten moment. Kurwa, nie lubię nikogo potrzebować. Samowystarczalny chciałbym być. Ale tak się chyba nie da. Wyłączyłem komenty na blogu. Na jakąś minutę. Potem włączyłem znowu. To tak na szybko. skomentuj (3) 2009-10-17 17:02:22 >> Stalled Napisałbymnotkę. Ale nie mam o czym. Macie tak czasami że macie taką potrzebę wyrzucenia z siebie czegoś, ale kompletnie nie wiecie co to jest? I tak się zastanawiacie a im więcej myślicie tym bardziej chuj z tego wychodzi. Im bardziej Prosiaczek wchodził do środka, tym bardziej Puchatka tam nie było Coś mnie męczy od dłuższegof czasu. I nie jest to sumienie. (piszedługiegofmailadoshani) shani mówi że czasami ją przerażam. Jakby ona o mnie więcej wiedziała to dopiero by się przeraziła... Ale są rzeczy których nie dowie się nikt. W sumie luxe wie. I jakoś się mnie nie boi. Ale jej to ja się czasami boję. Oboje jesteśmy tam w środku ostro popierdoleni. Zresztą luxe wyjeżdża, zaczyna nowe życie i postanowiła zerwać kontat ze wszystkimi którzy kojarzą jej się z tym co jest teraz - żeby było łatwiej. Więc nie mam już luxe. Co zrobić, twardym trzeba być. Jak korek w dupie. A nie miękkim jak dupa, nie? Jej też jest z tym ciężko. Życzę jej jak najlepiej. Ale takie próby ucieczki, zaczynania zupełnie nowego życia są skazane na niepowodzenie. Bo od siebie samego nie da się uciec. A już na pewno nie w ten sposób. Tak czy inaczej chciałbym żeby jej się w końcu udało. Nawet kosztem naszej przyjaźni. Ja sobie poradzę, dużym chłopcem jestem ("nie wyglądasz jakbyś miał sobie poradzić", przejdzie teraz przez niektóre głowy... sure). Chuj. Będzie dobrze. Ducha szukaliśmy. Z Anią K. Jest sobie taka górka gdzie podobno straszy, dziewczyny widziały ducha w białych spodniach i bez twarzy, potem ten duch pojawił się u jednej z nich w kuchni i ogólnie je straszył, mówił że nazywa się Daniel, żeby tam nie piły bo on tam umarł itd. Więc ja jako naczelny sceptyk na wsi stwierdziłem że żadnego ducha nie ma, że w duchy nie wierzę i jak ktoś twierdzi inaczej to ma mi tego ducha pokazać. Więc poszliśmy tam wieczorem (było już totalnie ciemno), ona drży ze strachu, ja wołam ducha, "Daniel, pokaż się" itd., w pewnym momencie jakiś szelest w krzakach, niewyraźny zarys postaci w białych spodniach... Ania w krzyk i ucieka, mi trochę pewność siebie spadła ale podchodzę bliżej, a postać chyba jeszcze bardziej przerażona mówi "to tylko ja, ja jeszcze żyję" i odchodzi... I tyle było z ducha. Ja naprawdę chciałbym zobaczyć ducha. Bo przecież im się nie uroiło. Może wkręcają? A może to potęga sugestii? W sumie nikomu nie można dzisiaj wierzyć. Dlatego chcę swoim oczom uwierzyć. Kurwa, ostatnio mam wszystko w dupie. Naprawdę mało jest rzeczy na których by mi zależało. Którymi bym się tak naprawdę przejmował. Rozpierdoliłem samochód tak że pojechał na lawecie do kasacji... No to kurwa co z tego, kupi się nowy. Chuj że kasy nie mam. Zarobi się to się kupi. Kiedyś. Zresztą ludzie po wypadkach mają jakieś traumy, boją się jeździć, a ja normalnie następnego dnia w tym kurewskim śniegu wskoczyłem na motor i tylko mi zimno było. Jakoś to wszystko jest dla mnie takie odległe, co ma być to będzie, z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, nie? Może to po prostu reakcja obronna. Zaraz będzie że się przechwalam czy coś. Nie kurwa, nie przechwalam się. Bo niby czym? ![]() ![]() ![]() ![]() ale Ty mnie zaskoczyłeś. owszem czytałam Twojego bloga, ale nie sądziłam,że to co na nim piszesz jest hmm... realne. myślałam,że to raczej rodzaj prowokacji i ciekawie przedstawionej fikcji. właściwie długo się nad tym zastanawiałam nigdy nie pytałam chyba brak odwagi zadecydował o pozostaniu w sferze domysłów. ale bardzo się cieszę,że mi powiedziałeś,że wszystko się wyjaśniło. Jest realne. Chociaż czasem wolałbym żeby nie było. Ale rzadko. Tak ogólnie to dobrze jest. Baset dzisiaj robi urodziny. 29. Nawet się nie napiję. Ale wolę się nie napić i mieć tą świadomość że wsiadam i jadę a nie muszę tłuc się jakimiś pociągami czy chuj wie czym. Daje mi to poczucie komfortu. Ogólnie odkąd zrobiłem prawko to praktycznie w ogóle nie piję. Czy to dobrze czy źle... Co za różnica. Macie kilka innych fotek z ostatnich dni. Sorry że nie w szerokości 320 (jak wszystkie inne tutaj), wybaczycie? Wiem, nikt tego nawet nie zauważył. Że zawsze dawałem foty przeskalowane do szerokości 320. Ale teraz mi się nie chce. ![]() Efekt głupoty. ![]() Like a player. ![]() ![]() A tak wygląda jak powiemy kumplowi "kup colę jak będziesz do mnie szedł". No to kupił. Bo mi się kiedyś ośmiolitrowa śniła. ![]() Wasz wierny, zawsze ten sam... ![]() skomentuj (6) 2009-10-10 22:21:53 >> Pandemonium Się jebie kurwa wszystko. Myślałem że może po niedzieli przestanie się jebać, ale jednak nie, nie przestanie. Kurwa. Coraz częściej mam potrzebę bycia samemu. Zupełnie samemu. Bez nikogo. Tylko ja i... ja. Zająć się czymś, bez ludzi, odpocząć. Ludzie ciągle czegoś ode mnie chcą. Czegoś czego ja nie chcę albo nie mogę im dać. Kurwa, bo ja czasami jak kot jestem. Nie, nie taki włochaty. Ale chodzę swoimi ścieżkami. Ludzie się zaprzjaźniają, przywiązują a potem mają mi za złe, że nie jestem taki jak im się wydawało. Taki jakiego by chcieli. Przywiąż się, ale nigdy nie próbuj mnie zmieniać... Kurwa, to brzmi jak tekst z profilu jakiejś niedopchniętej szesnastolatki na nk. Ale taka prawda. Coś jest bardzo nie tak jak powinno być. Pisałem to już kiedyś? No to kurwa piszę znowu. Bo nadal jest nie tak jak powinno być. Jak się dowiem co, to naprawię. Albo nie naprawię, ale przynajmniej będę wiedział co. Sny mam popierdolone jak baranie rogi na wietrze. Co jeden to lepszy, kurwa. Emocjonalne. Potrafią dopierdolić tak że cały dzień dochodzi się do siebie. Prochy ostatnio biorę nieregularnie. Jakoś tak wychodzi. I mam potem niezłe jazdy. Chociaż nie, kumpel odstawił i on to dopiero miał jedną wielką jazdę... Ale to w ogóle osobny temat i nie ma co o tym pisać. Literka "z" nadal mi się nie wciska. Dowiaduję się o znajomych coraz ciekawszych rzeczy. I w sumie to naprawdę mało mnie już zdziwi. To że przyjaciółka szła za kimś z nożem w celu wiadomym (ale w ostatniej chwili odpuściła, bo pomyślała o konsekwencjach) też mnie specjalnie nie zdziwiło... Mam monitor. Motor też mam. Nie, jeszcze się na nim nie zabiłem. Już wystarczy że się wstydu najadłem jak nigdy jak się przed chłopakami chciałem popisać. Mokro, ślisko, zimna opona, za dużo gazu i resztę możecie sobie dopowiedzieć. I kurwa nowy dekiel i owiewka porysowane. I wstyd kurwa taki że pojęcia nie macie. Przynajmniej już wiem że jestem w stanie podnieść to 220 kilogramowe monstrum. Aż dziwne bo jakoś specjalnie silny nie jestem. No ale skoro jestem w stanie, to dobrze. I luxe mi zamknęli gdzieś chuj wie gdzie w jakimś szpitalu albo innym chujostwie. I wyjeżdza niedługo. Do Londynu. A za miesiąc do San Diego, do faceta. Pewnie kontakt nam się rozluźni, kurwa, będzie mi jej cholernie brakowało... Ale najważniejsze żeby jej tam było lepiej niż tu. Już i tak ma ostro zrytą psychę przez tych wszystkich popierdoleńców tutaj. Kurwa, to wszystko jest zupełnie NIE TAK. Chuj, żyje się dalej. skomentuj (2) 2009-09-28 05:58:49 >> Znasz to? <przewraca sie na lewy bok> <przewraca sie na prawy bok> <przewraca sie na lewy bok> <mowi pod nosem "kurwa"> <bierze do reki spvke, kladzie sie na plecach i odpala edytor> <ponownie mowi "kurwa" i mysli sobie ze go wkurwia zle wciskajaca sie literka "z" i ze kupilby nowy telefon, ale nie kupi> <mysli ile rzeczy ma ochote sobie kupic ale na razie nie kupi bo kupuje motor> <jednak kladzie sie na prawym boku> <powtarza "kurwa" i kladzie sie na brzuchu, wspierajac na lokciach> <kladzie leb na poduszce> <podnosi leb z poduszki> Mam, kurwa, paranoje. I chroniczna bezsennosc tez mam. A w sumie juz zapomnialem co chcialem napisac. Moze amnezje tez juz mam. ![]() Nie wygladam na 45 lat, prawda? Prawda prawda? Prawda...? (tydzień później, już na kompie) Siedzę, myślę... O różnych rzeczach. O tym że nie umiem czasami dogadywać się z ludźmi. Że mnie 80% ludzi dookoła wkurwia i nie jestem dla nich przynajmniej neutralny - a mógłbym być. Żeby nie zaogniać niczego. Ludzie potem cierpią. Kurwa. Tak, ja też mam sumienie. Mimo że często go nie pokazuję - bo co tu pokazywać? - to mam. I czasami mnie gryzie. Nie powiem w co. O śmierci też myślę. Naoglądałem się różnych filmików z wypadków i myślę. Jakby to było. Co bym czuł, kto by płakał, a kto tylko wzruszył ramionami. W sumie nie boję się - byle nie stać się warzywem. Samej śmierci się nie boję. Bo zabić się to bym pewnie nie umiał. Tak celowo, jebnąć samobója, kurwa, to żałosne jest na swój sposób. Taka ucieczka w chuj zamiast rozwiązywania problemów. Ale nie chciałbym zginąć przez przypadek. Rozpierdoliłoby to bliskich. Was. Tzn. nie, nie was. Mimo że może nawet niektórzy mnie lubicie czy tam szanujecie, to nikt mi nie wmówi, że będzie wam jakoś bardzo mnie brakowało. Może na początku, potem człowiek się przyzwyczaja. Za dużo samobójów i śmierci widziałem. Jest dół, refleksja, brak tej osoby, potem do nas dociera, co się tak naprawdę stało i jest duży smut, ale później temat jakoś ginie w gąszczu codzienności. Jest ktoś, potem go nie ma, tak jakby gdzieś wyjechał, po prostu znika, a życie toczy się dalej. Taka brutalna prawda. Osoby które by się nigdy nie otrząsnęły można policzyć na jednym ręku nieuważnego drwala. Nigdy? Błąd. Nigdy to się matka nie otrząśnie. Każdy inny prędzej czy później tak. Nieważne czy to rok czy pięć lat. Nie żebym coś planował. Wprost przeciwnie. Lubię tego lajfa. Mimo że często mnie wkurwia, a jak jest źle, to mam ochotę zwinąć się w kłębek i zdechnąć w kącie - to lubię. Biorę z niego to co mogę. Po prostu tak sobie myślę... Czasami za dużo myślę. Zresztą jakbym planował to bym o tym nie pisał tylko to zrobił. Nie rozumiem tego, kurwa, ktoś się zabija i co, trąbi o tym? Żeby słuchać jak go wszyscy odwodzą, pierdolą "nie rób tego", podczas gdy on ma na to już naprawdę wyjebane? Jak ktoś ma się zabijać to to robi i tyle. Jak pierdoli i grozi że się zabije to najwyżej potrzebuje uwagi, może woła o pomoc, "jestem tu, potrzebuję was, zainteresujcie się mną!". Więc możecie spać spokojnie. Zresztą za stary już jestem na takie pierdolenie. Hajs, hajs... Kurwa, brakuje. Na liście kasy do wydania: naprawić samochód (jeden przewód hamulcowy cieknie i blacharkę trzeba zrobić, bo to kurwa wstyd jeździć z tak rozjebanymi drzwiami) i te dwa o: ![]() ![]() Czyli motorek i monitorek. Z tym motorkiem to też nieźle. Znalazłem na otomoto Suzuki GSX 750F w zajebistym stanie, umówiłem się z kolesiem, spotkaliśmy się, obejrzałem, znajomy mechanik też obejrzał - stan rzeczywiście zajebiaszczy. Biorę. Umówiłem się z kolesiem że napisze mi maila z numerem konta, przelewam kasę, przyjeżdżam i biorę moto. Dojeżdżam na imprezę (bo od razu po spotkaniu jechałem na impr) a tu koleś dzwoni że jakiś samochód zajechał mu drogę, a on hamując wpadł w poślizg i położył maszynę. Jemu nic się nie stało (tylko trochę się poobijał) ale z silnika cały olej poszedł, podobno masakra. Pierwsza myśl - ściemnia, cena nie pasowała, no ale kurwa, przecież ustaliliśmy? No ale potem (bo dzwonił od razu po wypadku) okazało się że rzeczywiście był wypadek i że to jednak nie taka masakra, wyglądało groźnie ale szkody są minimalne. Do wymiany są tylko dwa elementy. Zamówił je, oryginalne z Suzuki, teraz moto stoi w warsztacie. Zrobią w tygodniu. Monitorek też fajny. Panoramiczny, 21.5 cala, Full HD a do tego w normalnej cenie. Będzie na czym pornole oglądać. Ale zobaczymy ile mnie ciuchy na moto wyjdą, bo to też droga impreza, tym bardziej że nie chcę na tym oszczędzać. Widziałem jak wyglądał ten mój stary kombinezon po upadku, wolałbym kolejnego szlifa (zawsze i każdemu może się zdarzyć - mówi się że nie ubierasz się do jazdy tylko do upadku...) zaliczyć w czymś solidniejszym, co nie podrze się po paru metrach lotu po asfalcie. Potem chciałbym telefon. I netbooka. Ale na to na razie hajsu nie mam. Telefon... Może? Nie wiem, kurwa, niby wkurwia mnie ta SPVka (bo już trochę się sypie), ale TyTN II (mój faworyt) nie ma... No zgadnijcie czego nie ma? Latarki nie ma. Takie podświetlenie, niby że lampa błyskowa. Drobiazg? Zajebiście przydatna rzecz, już tyle razy potrzebowałem latarki i akurat ta w telefonie była pod ręką. Bo zawsze mam go przy sobie. Siedzę z kimś w ciemnym parku w nocy i zegarek spada na ziemię, podłączam coś do kompa z tyłu w półmroku, czy nawet tak jak ostatnio - chcę obejrzeć instalację gazową kumpla, do którego podjechałem w nocy pośmigać. Wyciągasz telefon, włączasz aparat, "lampę" i wszystko widać. Mimo że latarka to parę zeta - ale weź ją noś zawsze przy sobie, zapomnę o tym po max tygodniu. Chuj, zostaję przy SPVce. Najwyżej klawiaturę wymienię jak mnie ta literka "z" już do końca wkurwi. A netbook to raczej taki kaprys. Jak słuchawka Bluetooth. Kiedyś jak wchodziły to chciałem mieć, potem stwierdziłem że właściwie to nie potrzebuję, ale skoro potaniały to sobie kupię. Zawsze chciałem mieć to sobie kupię. No i kupiłem. Pobawiłem się dwa dni i leży teraz, nawet nie wiem czy jeszcze działa czy już aku zdechło. W sumie możnaby podładować tak prewencyjnie. To zaraz zwracam. Wracam. Więc netbooka raczej sobie nie kupię. Na chuj mi to. Żeby kolejna rzecz leżała i robiła za podstawkę pod kurz? Aż tak bogaty to ja nie jestem :) Zakupy poprawiają mi humor. To źle. Jak boisz się logować do banku żeby sprawdzić ile jeszcze tam zostało, to jest już źle. Jak oglądasz roczny bilans i patrzysz ile tego hajsu przepierdoliłeś na totalne głupoty to też jest źle. Tak oprócz tego to chyba mam teraz jakiś mały kryzys. Nie finansowy, bo ten to mam non stop, ile bym nie zarobił tyle rozpierdolę. Kasy za zdjęcia do książki nawet nie zobaczyłem, tak szybko wszystko się rozeszło. Osobisty kryzys mam. Zdarza się. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Idę po piwo. Poczekacie? Ale nie zaśnijcie. Kurwa. Brakuje mi czegoś. I nawet wiem czego. Dobrze wiem. Tylko chuj z tego wynika, i tak to na razie nierealne. W sumie to w ogóle nierealne. Kojarzycie coś takiego jak prokrastynacja? Popularne słowo. Kiedyś stało się popularne, każdy leń mówił że jest prokrastynatą, a potem minęło. Nie wiem czy u mnie to prokrastynacja czy inny chuj. To chyba taki strach przed skończeniem czegoś. Że może się nie udać. Tyle rzeczy mam już prawie zrobionych. Z naciskiem na prawie. W robocie dwa projekty, ja to kurwa zrobię, ale pootem, teraz tak mi się nie chce... No i tak leżą. Tzn. dwa to na wczoraj, kilka innych na marzec. Ten marzec co był. Niedługo mnie z tej roboty wypierdolą i tak się moja zawrotna kariera skończy. Plus biznes z kumplem rozkręcamy - projektowanie i produkcja elektroniki. Sprzęt akwariowy i nie tylko, no nieważne co, ważne że się opierdalam, odwlekam wszystko, a przecież kurwa zawsze, odkąd pamiętam, chciałem to robić. Być elektronikiem, projektować, tworzyć coś nowego. I nadal lubię. Uspokaja mnie to, relaksuje, poprawia nastrój. Ale nie jak czuję że muszę. Ze znajomymi i rodziną to się dobrze na zdjęciach wychodzi. I na pociąg, żeby upewnić się że pojechali. A nie w interesach. Ergo nie wiem czy robienie tego z kumplem to dobry pomysł. Kurwa, "robienie tego", ja pierdolę. No nieważne. Ważne że głupio byłoby żreć się przez jakieś nieporozumienia z kasą czy czymkolwiek. No ale w tym to już mi nikt nie pomoże. Popierdolone? Nie. To wszystko jest zajebiście proste. Świat jest prosty jak jebanie. To tylko my go sobie niepotrzebnie komplikujemy. 22:20:21 <alterek> kurwa, ja sie zawsze w cos wpierdole. 22:20:35 <Linka> Tak 22:20:40 <Linka> tu masz rację 22:20:44 <Linka> masz niebywały talent 22:20:52 <Linka> do wpierdalania się w jakieś uwikłane 22:20:58 <Linka> nie do końca pewne sytuacje... Tak w temacie. Macie, na pocieszenie. Kurwa, ja się dziwię, że wy po tym wszystkim co ja tutaj piszę jeszcze w ogóle chcecie ze mną gadać. skomentuj (10) 2009-09-14 21:59:28 >> No Nawet bym coś skrobnął, ale wyłączony musk rady nie daje. Spał 18 godzin, śniąc o żarówkach samochodowych i różnych innych koszmarach, wstał i spałby dalej... Ale dalej nie spał. W sumie lepsze to niż doświadczać na jawie alterków łapiących ważki i skaczących przez zamknięty balkon... Prawda ćpunek? Co do tego "daj adres bloga" z poprzedniej notki i wątpliwości z tym związanych: "ten blog mnie chyba do ciebie przekonał". To ostatnia rzecz, jaką spodziewałem się usłyszeć. Serio. Raczej spodziewałem się że a. oddali się ode mnie, wystraszy, że jestem tu zupełnie inny niż w realu itd. Ale to chyba dobrze. czemu wchodze na twojego bloga 5 razy dziennie? -.- musze sie wyleczyć.. Chyba dobrze. Ale rzeczy które nagle przyszły znikają równie nagle... Ciekawe czy za pół roku będziesz w ogóle pamiętała że kiedyś gdzieś był sobie taki alterek... Takie poranki jak ten ociekają w emocje. W sumie to je lubię. Taki emoalterek się robi wtedy. Dochodzą do niego barwy... Emocje, wszystkie, dookoła, wspomnienia są takie... Emocjonalne, pełne uczuć, po prostu. Trudno to opisać. Tak po prostu. Taki nastrój. Pewnie poziom tej całej pigułki szczęścia o tej porze jest już niewielki i to dlatego. Bo to zabija emocje jak mało co... Za 2-3 godziny poziom specyfiku w tym pustym łbie wzrośnie. I znowu będzie normalnie. Bezpiecznie, bez emocji, bez sumienia. (5 godzin później) Panique. Dawno nie było. Już prawie zapomniałem. Nie, kurwa, nigdy nie zapomnę. Tego się nie da zapomnieć. Tyle dobrze że w kontrolowanych warunkach, że tak ładnie powiem. CBT jest pełna takich kontrolowanych warunków. Ocieka nimi. Żyć się odechciewa... (13 godzin później) <alterek> ja pierdole. <alterek> notke mialem napisac <alterek> ale chuj <anh> pisz.. lubie czytac <alterek> na 10 rzeczy jakie chce napisac 9 sie nie nadaje bo za duzo ludzi czyta. <alterek> a ja po prostu chce sie wyzalic kurwa na nich wszystkich, napisac co mnie boli, co wkurwia, a nie chce mi sie potem tego tlumaczyc, kurwa, rozwijac tematu, odbijac argumentow, pierdolic na tematy ktore tak naprawde i tak chuj zmienia. Lubię anh. Bo można jej powiedzieć że jest kłamliwą dziwką i się nie obraża tylko mówi że "tylko nie kłamliwą". Lubię ludzi którzy mają do siebie dystans. I mnie nie wkurwiają bez powodu. W ogóle mnie nie wkurwiają. Dzięki temu lubi się z nimi przebywać. Bo niczego nie oczekują, niczego nie wymagają, nie wymuszają. Można się przy nich wyluzować, jak jest fajnie to jest fajnie, jak nie jest (przy takich pojebanych charakterach jak nasze zawsze coś może pójśc nie tak) to potem się przeprasza albo przyjmuje przeprosiny i znowu jest. Się nadaje na tych samych falach i tyle. <alterek> fajny? <anh> nie. za tani. <alterek> ty bys 2 lata dupy musiala dawac zeby na niego zarobic. <anh> 50 godzin bym musiala dawac dupy a nie 2 lata. policzylam. na kalkulatorze. Lubię anh też dlatego że na siebie w najmniejszym stopniu nie lecimy i możemy się przyjaźnić bez jakichś podtekstów ani innych popierdolonych konfiguracji. Taki kumpel dobry. Tylko że w spódnicy. Chociaż i tak woli spodnie. Chyba. W sumie to nigdy na to nie zwróciłem uwagi. Ale podpowiada mi że woli spodnie. Bo to modnie. I wygodnie. "Rurki żeby było widać że mam chude nóżki". No to w spodniach kumpel.
skomentuj (4) 2009-09-02 12:35:11 >> Nobody loves you Wisizm wdupizm. Łeb napier..boli, generalnie to jak zwykle jest taka pora, że leżę przed kompem, słucham czegoś, piję piwo i mam wszystko w dupie. Fakturę wystawiłem, szef powiedział że będzie zajebiaszcza premia jak będzie nowy projekt skończony. To go najpierw trzeba zacząć, kurwa, jak zwykle się opierdalam, przychodzę do roboty, czytam różne pokurwione rzeczy i idę wpizdu. A ceny paliwa nie maleją. Ja pierdolę, byłem w szoku że ten samochód tyle chla. Kiedyś śmiałem się z tych co narzekają że ceny paliwa wzrosły o 2 grosze. Teraz przestałem się śmiać. Bo prawko zdałem w końcu. Dacie wiarę? Za ósmym podejściem, potem poszedłem zdać motocyklowe i szok - za pierwszym razem, z pocałowaniem dupy. Ósemki się bałem i slalomu - chuuj, poszło jakbym się w siodle urodził. W ciężkim szoku byłem. Tym bardziej że gościu przede mną wpadł w taki poślizg że myślałem że się na tym motorze zabije. Na razie rozbijam się Sieną, w ciągu pierwszych dwóch dni pierwszy tysiąc km i dwie stłuczki. Raz mi jakiś holender czy inny pojebaniec wjechał jak cofał ("mówisz po polsku?" "no no" "do you speak english?" "no no sorry all good" "a idź w chuj" "no no sorry i don't understand"), raz ja przypierdoliłem jak cofałem tak że skasowałem sobie lampe i drzwi a jakiemuś Nissanowi zderzak i pół tyłu. Z ubezpieczenia poszło, dobrze jest. Przynajmniej już wiem że skoro łuku nauczyło się na sposób i lusterka (przy drugim słupku pełny obrót kierownicą) byle to gówno zdać a nie na wyczucie żeby go umieć zrobić to może jednak cofać tą Sieną trochę wolniej, to nie L-ka która najwyżej przypierdoli w słupek. <jotu> siena naprawiona? <alterek> cii <alterek> nati nic nie wie <alterek> w zyciu ze mna nie wsiadzie na nic co jezdzi jak sie dowie :D <jotu> aha <jotu> to zmienmy temat... <nati> ŻE CO KURWA? <jotu> hahah Uczcie się tego łuku, kurwa, póki możecie, bo mi rzeczoznawca wycenił rozjebkę na 2 tys. zł (w Sienie, bo Nissana jeszcze nie wyceniali). Dobrze że jest AC. Ostatnio jak z małolatami parkowałem pod wileniakiem (do zoo szliśmy) to też mi jakiś wietnamiec czy inny popierdoleniec prawie przypierdolił jak cofał w jakimś swoim kurwa dostawczaku. I się śmieje jak debil do sera. Jak wyskoczyłem z tego samochodu jak z procy to chyba myślał że chcę go zajebać. Motor kupuję i w dupie to wszystko mam. Miałem kupić w sierpniu SVkę (Suzuki SV 650, może wrzucałem foty a może nie), ale nie kupiłem. Może we wrześniu się uda. Może Bandita. A może nie. Może zobaczymy. Może. <ajron> Czytałem przez chwilę Twojego bloga :) <ajron> Ty się nie zmienisz :) <ajron> Stoisz w miejscu. <ajron> Emocjonalna Piaskownica. Na wódkę idziemy w czwartek to będziemy mieli okazję pogadać. Może też o tym. Może zobaczymy. Może. Na forum satanistycznym mnie przyjęli (bo każdy profil aktywują osobno na podstawie tego co ktoś napisze o sobie, o swoim stosunku do satanizmu itd.). Fajniee. Ciekawe czy w ogóle będę tam cokolwiek pisał. Jak znam siebie to nie. I wypierdolą za bezczynność. Bo tak w sumie to to również mam w dupie. Jak motylek. http://tlog.matthew.org.pl/post/21680625/Dzie-z-ycia Kurwa, to jakbym ja pisał momentami. Może nie umiem tak zajebiście pisać jak ten kolo, ale myśli mam czasami identyczne. To chyba nie jest powód do dumy. Grona tego użytkownika: [...] * Depresja * Eating Disorders Dlaczego ja to przewidziałem 2 lata temu? 3 lutego 2007. To ponad 2 lata temu. I dlaczego, kurwa, jak zwykle nic nie umiałem zrobić? Taka bezsilność jak ktoś wpada w gówno jest najgorsza, wiecie? Bo widzisz co się dzieje, co się stanie, bo chodzisz już trochę po tym świecie i pewne rzeczy stają się jaśniejsze, i co - i nic, alterkuu nie martw się będzie dobrze. Chuj będzie a nie dobrze. Może i ja popadnę ![]() Widać? Powiedzcie że widać. A zresztą chuj z tym. <luxe> co cię gryzie? <alterek> trzy wszy <luxe> *zabija trzy wszy* <alterek> *wyrasta z nich 9 nowych* <a.> a ty masz bloga? <alterek> si <a.> daj adres <alterek> zapomnij <a.> czemu? <alterek> bikoz się wystraszysz. to nie dla ciebie. A i tak potem dałem. Nie wiem czy dobrze zrobiłem. Czas pokaże. W sumie jak ktoś ma ze mną przestać gadać dlatego że jestem taki jaki jestem to niech przestaje. A jak ma mnie poznać lepiej i zostać, to dobrze. Czy we mnie jest za dużo wkurwa? Takiego ogólnego na wszystko. W markecie też jest. I to ludzi od niej odstrasza. Ale z marketą to w ogóle osobny temat i nie na bloga. Wiem że nie lubisz jak mówię na ciebie marketa. Trudno, musisz polubić. ![]() skomentuj (9) 2009-07-07 09:40:50 >> Fall apart and start again... chyba powinnam porzucić pisanie bloga. jak najszybciej. (...) jakas blokada nie pozwala mi pisać. jakieś pojedyńcze strzępki zdań, cholerna wena mi uciekła Znajoma. Z sieci. Właściwie znajoma to dużo powiedziane, prawie się nie znamy, po prostu czasem tak jest że zamieni się z kimś kilka słów i czuje jakąś taką sympatię, nadawanie na podobnych falach. W sieci ogólnie relacje są specyficzne... Mi też wena gdzieś uciekła. Dawno. Kilka rzeczy się na to złożyło, mniejsza z tym jakich bo sam do końca nie wiem. Ale ja bloga nie porzucę. Mam nadzieję. Najwyżej będę pisał rzadko, jak teraz, widocznie czasy 1-2 długich notek dziennie już minęły. Szkoda, pomagało mi to. Chciałbym znowu tak umieć. Może to po prostu odzwierciedlenie życia. Nudniejszego niż kiedyś. L. fajnie pisze. Szkoda że jej blog jest na hasło, które zna tylko garstka znajomych, bo bym wrzucił linka. Serio, taka lekkość, to się tak fajnie czyta. Kiedyś też umiałem tak pisać jak ona. Chyba. Przynajmniej łatwiej mi to przychodziło. Napisałem jej że jakby była mądrzejsza to mogłaby napisać książkę. A ona napisała o mnie wierszyk. Co z tego że kończy się słowami "chuj ci w oko" :) W ogóle (nie tak bardzo) dawne czasy wydają się jakieś takie fajniejsze. Teraz to jakaś taka stagnacja, zawieszenie niewiadomo w czym, czekanie na coś, co i tak nigdy nie nastąpi, bo nawet nie wiadomo co to miałoby być. Starzy znajomi poznikali, samoocena spadła jeszcze bardziej (to da się bardziej?), ogólnie jakoś tak jest teraz nie tak jak powinno być. Nie tak jakbym chciał żeby było. Tylko czy ja kiedyś z tym swoim chorym perfekcjonizmem będę zadowolony? Ten film od 4 lat mnie porusza. Cały film, nie ten kawałek z youtuba. Jeden z naprawdę niewielu (dwóch? trzech?), na których płakałem. Może dlatego że znałem kiedyś taką Lilyę. Może z powodu skojarzeń z bws. A może z zupełnie innego powodu. Chciałbym pokazać go L., ale to się mija z celem. Jak czyta bloga to obejrzy. Jeśli czyta. The Eternal, który leci w tle, też mnie porusza. Z innego powodu. Remember to forget. Prawko oblałem. Siódmy raz. Czy ja naprawdę jestem aż tak nienauczalnym debilem, żeby jeżdżąc codziennie, mając wyśmigane prawie 10 tysięcy kilometrów, nie móc zdać tego jebanego egzaminu? Zawsze coś. A do tego teraz nie jeżdżę bo mi się łożyska wału wzięły i popękały. Uszczelniacze też, olej zalał przekładnię, ogólnie rzeźnia. Tuż po oblanym egzaminie. Jechałem do bankomatu żeby wziąć kasę i zapłacić za następny (bo oczywiście kartą płacić nie można, jeszcze by się petenci do luksusu przyzwyczaili) i jak jebło jebnęło to skończyło się na sprowadzaniu przyczepy żeby jakoś dostać się z tego zadupia do domu. Oczywiście na egzamin się nie zapisałem. Więc silnik leży w piwnicy rozebrany na części pierwsze i czeka na kuriera aż przywiezie organy do transplantacji. Pewnie dzisiaj. I na mnie, aż wybiorę się gdziekolwiek po nasadkę 14mm, bo mi takiej brakuje. A nie wybiorę dopóki kurier nie przyjdzie. Zrobię mu przy okazji generalny remont, dobrze mu to zrobi. Silnikowi, nie kurierowi. Tym bardziej że zauważyłem już po rozebraniu że łańcuszek rozrządu zaczął mi pękać, czym to grozi kumatym nie muszę tłumaczyć. Niekumatym powiem że mogą sobie wyobrazić, że grają w piłkę i w pewnym momencie, tuż przed kopnięciem, piłka zmienia się w kawałek szkła, który rozcina stopę razem z połową łydki krusząc się tak niefortunnie, że kawałki przedostają się do krwiobiegu, siekając serce jak Natalia sałatkę. Chyba za bardzo obrazowo. To ostatnie posiekane to byłbym ja po highside, który pewnie byłby natychmiastowym następstwem. Więc póki co śmigam autobusami, ma to swoje zalety ale więcej wad. Ogólnie nie lubię komunikacji miejskiej. Chciałem odkopać rower ale w sumie przy nim też jest trochę roboty żeby jakoś jeździł a liczę że w ciągu paru dni jednak uda mi się zrobić ten silnik. Czyli ogólnie alterki w wolnych chwilach zamiast leżeć i oglądać filmy, które je wzruszają, siedzą ujebane olejem w piwnicy. How sweet, isn't it? skomentuj (5) 2009-07-01 22:27:14 >> Ej Nigdy tego nie pisałem, ale w sumie lepiej późno niż później. Fajnie że jesteście. Nawet ci co mnie czasami wkurwiają. Wszyscy. skomentuj (6) 2009-06-29 15:40:56 >> Ku przypomnieniu http://alterek.blog.pl/komentarze/index.php?nid=11085350 Bo niektórzy już chyba zapomnieli. skomentuj (1) 2009-06-18 07:35:57 >> Zmiany Kilka zmian na blogu, glownie kosmetyczne. Z wygladu zmienil sie jedynie kolor linkow. Jak dla mnie ten jest ladniejszy niz oczojebny czerwony. Jest sporo zmian w htmlu, nie powinno byc ich widac ale jak cos zjebalem to piszcie. Dzisiaj jedziemy z n. do Torunia, oczywiscie jak zwykle noc bezsenna, ale o tym juz nawet nie ma sensu pisac. Lepiej napisac jak bedzie przespana. Swieto bedzie. Tak mowili w szkole jak sie pojawialem. Ze swieto wielkie. Barany. Za oknem leje. A niech leje, nie zdechne od tego. Popada mi troche na morde to moze sie obudze. Gorzej ze n. mi zmoknie. <xxx> jaki macie pr bloga? <alterek> 4 <xxx> jak pierwszy raz dostalem 4 to pilem przez tydzien... <alterek> ty, ale ja mam to w dupie Bolacy zab z poprzedniej czy tam ktorejs notki okazal sie byc zapaleniem miazgi. Dostalem cztery zastrzyki znieczulajace a i tak nie zadzialaly. Nie chcecie wiedziec jak to nakurwialo. Za dwa tygodnie mam isc na kanalowe, mam nadzieje ze uda sie przez ten czas zatruc (bo mam tam teraz trucizne ktora ma zatruc zeba). Raz sie nie udalo, ooo kurwa, zastrzyk bezposrednio w zywa miazge boli tak ze lzy zalewaja wam oczy a wy nie wiecie jak sie nazywacie. Jeszcze teraz na samo wspomnienie robi mi sie nieswojo. Nie moge juz sluchac abradaba, ostatnia plyta jest chujowsza niz myslalem ze bedzie. Chyba jednak nie jestem grupa docelowa tego albumu. Nie mam juz pietnastu lat. Chyba. Bo czasami i tak czuje sie na dwanascie. Jackowice. Kojarza mi sie z kk, ona sie z tym swoim Jacusiem "buja i jest taka zabujana". Dziwne, jest przeciez jeszcze kilku Jackow. Jacek znajomy mechanik co mi klucz pneumatyczny pozyczal zanim kupilem sobie swoj. Jacek ktorego corke przygotowywalem ostatnio po znajomosci do jakiejs olimpiady. Jaco ze szkoly. Nawet kurwa ten caly Jacykow co robi z siebie pa-jacykowa w tv i na pudelku. Przynajmniej robil jak ostatnio czytalem pudelka. A mi sie to imie kojarzy akurat z kk z ktora na dobra sprawe prawie nie gadam. kk z kolei kojarzy mi sie z a. A a. z dolphinscry. Dolphinscry z kuivie, kuivie z Rasko, Rasko z drag queen, drag queen z fretka, fretka z piosenka "behind blue eyes", rzeczona piosenka z Gothica, Gothica z e., e. z moja praca w kawiarence, praca w kawiarence z tree, tree z jednym ddosem, owy ddos z jednym gosciem co teraz siedzi (czesc petros, wiem ze jak tylko to przeczytasz, napiszesz mi jego ksywe na gg; myslimy o tym samym), gosc z mucha, mucha z czasami kiedy mialem najebane we lbie duzo bardziej niz teraz (tak, naprawde da sie bardziej) i w tym momencie slad sie urywa. A myslalem ze moge tak w nieskonczonosc. "Szanowni panstwo, zblizamy sie do stacji Kutno." Prochuf dzisiaj nie wzialem na pizdoglowie (fajna nazwa btw). Bo mi sie spieszylo i zapomnialem. Chyba podswiadomie wzialem sobie rade Morfeusza do serca :) Bedzie wesolo, dzisiaj moze jeszcze nie, najwyzej "brain zaps", "brain shivers", nie wiem czy to ma polski odpowiednik. Kto mial ten zna, kto nie zna niech sobie wyobrazi ze mu ktos siedzi w glowie i rzyga do mozgu. Ale to jest do przezycia. Dopiero jutro beda jaja. Chyba ze jeszcze dzisiaj. A jutro musze byc w niezlej kondycji psychicznej, musze przez dwie godziny udowodnic szefowi osrodka ze radze sobie na 250-ce zeby puscil mnie na cebulke. Juz to widze. Mam postanowienie na wakacje - uwaga, uwaga! Zaprzestane uzywania wulgarnych slow! ^-^ Jebie mnie to kurwa, ze nikt w to nie wierzy. Jak chce to potrafie, naprawde. Jak chcesz to potrafisz. Najczesciej szybko ci sie odechciewa. (dwa dni pozniej) Zakwalifikowali mnie na cebulke. I znowu tlumik urwalem, kurwa. Jeszcze nigdy na moto nie widzialem smierci z tak bliska (tzn. mucha popelnila spektakularne samobojstwo na mojej galce ocznej). Gorzej bylo tylko jak mi raz ptak do oka naptakal. ![]() Moja wina ze nie mam w glowie tego co trzeba i jeżdżę z otwartą szybką? :/
skomentuj (3) 2009-05-27 11:39:41 >> Hatifnat Tu mial byc jakis wstep, ale nie bedzie. Co u mnie? Zycie uplywa pod znakiem Nati, bezlitosnych deadline'ow, ciagle powiekszajacej sie listy rzeczy do zrobienia, szkolen motocyklowych (ostatnio rozwalilem fajne moto, Yamahe YBR 250...), metody Lindena, SMSow do Nati i nie tylko (peak - ponad 400 jednego dnia), kolejnych psychiatrycznie diagnozowanych znajomych, mniej niz bardziej przestrzeganej diety i permanentnego wkurwa z powodu bolu promieniujacego z lewej dolnej szostki na reszte mozgoczaszki (i niech tylko ktos wspomni o dentyscie :/). Czekam na burze. Taka zajebista ulewe, ktora naladuje mnie jak hatifnata. Byla ostatnio ale przespalem, obudzilem sie tylko na chwile jak jeblo tak ze myslalem ze sufit polecial... Prochy przeciwpojebowe zmienilem. Bylo dobrze przez pare dni, potem wieczorami mialem takie zalamki ze nic tylko skoczyc do pustej studni albo odstrzelic sobie ten durny leb z wiatrowki, wiec wrocilem do starych, tylko w wiekszej dawce. Efekt? Zwiekszony wkurw i chyba nic poza tym. Jedyna zaleta to fajniejsze sny, dzisiaj snilo mi sie ze jestem osmiornica. Taka prawdziwa, osmiolapata, ktora przekazywala swoje geny na tasmociagu. I geje mi sie snily. Jak mi sie zycie troche wyprostuje to moze wroce do mniejszej (czyli maksymalnej) dawki, bedzie dol jak chuj przez pare dni, ale jak sie w miedzyczasie nie powiesze na polamanej latarni w okolicznym parku to dam rade. W sumie najgorsze sa dla mnie sny ktore niosa pozytywny ladunek. Niewazne o czym, wazne ze jest w nich pieknie. Ten sen z osmiornica taki byl. Rano cholernie sie za tym teskni. Koszmary mimo wszystko powoduja ulge po obudzeniu... Nie wiem kto puscil piosenki religijne na caly regulator na podworku ale kurwa, nie lubie fanatycznych pojebow. Niech sobie wierzy w co tylko chce ale dlaczego moim kosztem? I jeszcze oparzenie na reku wyglada... Jak oparzenie. Jak debil zlapalem za gorace kolanko wydechowe. Zeby jeszcze przypadkiem ale nie - jakis totalny atak bezmozgowia. Wieksza inwencja wykazalem sie chyba tylko odpalajac jedna Honde z rozwalonym akumulatorem na pych - oczywiscie odpalila i wyjebala na ssaniu przed siebie, a ja nie zdazylem zlapac sprzegla i polecialem na ryj ciagniety przez pare metrow za podarty kombinezon, ktory zaplatal sie w podnozek... ![]() Macie, kurna, prawdziwego motonite. Ciekawe co u kuivie. I Asi, dolphinscry. Nie znacie bo nigdy o nich nie pisalem. Generalnie to poznalem kuivie jak sprzedawal telefon a Asia byla jego kolezanka. Szesc lat temu spotykalismy sie regularnie na piwo, a potem przestalismy sie spotykac. W sumie w archiwum Asi w okolicach 2003 jest pare wzmianek o mnie, ktore dopiero teraz przeczytalem. Watpie czy mnie jeszcze pamietaja, chociaz kojarzy mi sie jak przez mgle, ze zrobili mi osiemnastke, kiedy wszyscy inni zapomnieli... Kuivie spotkalem ostatnio 4 lata temu w Rasko. Bylem tam wtedy po raz ostatni. Tak mi sie przypomnialo, juz jakis czas temu. Chyba pod wplywem yearelki. Plusa mam jakby ktos cos, 783593412. Sobie odkurzylem swoja stara nokie zeby mi oposy nie marudzily ze maja do mnie za drogo a shani nie mowila ze oposy marudza slusznie. Numer na Orange nadal aktualny i generalnie podstawowy. Jeszcze nie opanowalem umiejetnosci pisania dwoch smsow jednoczesnie ale pilnie sie ucze, na zaglach zostalo komisyjnie stwierdzone ze po zaslonieciu ekranu pisze dalej smsa ze slownikiem jak gdyby nigdy nic, wiec chyba nie jest juz dobrze. I coli nie pije. Znowu. Ciekawe ile wytrzymam tym razem. Jezeli trzy zdania na krzyz to juz wywiad to w jakiejstam gazecie byl ze mna wywiad o uzaleznieniu od coli. Ogolnie ostatnio modny temat. W skrocie - jeszcze nie zdechlem. Nie zdechnalem? Jezeli ktos tu jeszcze zaglada. skomentuj (13) 2009-04-17 20:55:16 >> Dopalacze c.d. Nie sądziłem że kiedykolwiek będę musiał coś takiego napisać, bo wydawało mi się to oczywiste jak nie przebieganie na czerwonym świetle, ale widocznie pewne rzeczy nie są tak jasne jak być powinny i trzeba coś doprecyzować.
skomentuj (9) 2009-03-29 15:48:51 >> RSS Chwilowo nie działa (niezależne ode mnie). Koresponduję z blog.pl, jak to nic sensownego nie przyniesie to najwyżej odpalę własnego RSSa. Stay tuned. (edit) Już działa. Jeżeli kogoś to interesuje (bo wiem że dużo ludzi też ma ten problem), to z mojej namiętnej korespondencji z helpdeskiem blog.pl wypłynęło, że:
Wątek papieski w tym dniu pominę. Jedyne co to to, że ten czas strasznie szybko leci, to przecież było tak niedawno... No ale miałem pominąć. skomentuj (5) 2009-03-26 04:03:26 >> Trafione
skomentuj (2) 2009-03-14 07:08:56 >> Psycho emo Zaglądam tu od czasu do czasu, jeszcze od czasów "Chlebka"... I jest mi naprawdę bardzo przykro jak czytam ostatnie posty. To naprawdę żenujące: kolejne terapie (my świrolodzy takich jak ty nazywamy "therapist killer", leki mieszane z wódką, agresja pomieszana z lękiem, poczucie winy ... Trochę za dużo tego wszystkiego. Jesteś na prostej drodze do hospitalizacji psychiatrycznej. Gratuluję dobrych pomysłów na samozniszczenie. Widzisz Juarez, tylko że mój problem psychiatryczny jest jeden i ten sam, niezmiennie od lat i to jeszcze na długo przed ch. Nerwica lękowa z IBS. Tylko z tym sobie nie daję rady, tylko to mnie dobija, tylko to jest tematem terapii i tylko to chcę leczyć. Jasne, mam jakieśtam inne problemy, każdy ma, chociażby to PTSD, które włączyło mi się po rozstaniu z ch. i do dzisiaj utrudnia tworzenie więzi z ludźmi. Ale wątpię, żeby akurat to miało zaprowadzić mnie na dno. Mieszam leki z wódką? Mieszam. Ale jest przecież różnica między mieszaniem benzodiazepin a SSRI/SNRI. Jak zdarzy mi się wziąć alprazolam to w życiu nie odważyłbym się przy nim nawet na pół piwa, wystarczą mi relacje tych, którzy się odważyli i mieli na tyle szczęścia, żeby móc o tym potem opowiedzieć. Ale przecież umiarkowane picie przy SNRI (teraz 150mg wenlafaksyny dobowo) nie jest problemem, nie zauważyłem po tym żadnych efektów ubocznych. Agresja pomieszana z lękiem... Tak, jeżeli mówimy o nerwicy, to się zgadza. Poczucie bezsilności, agresja wobec siebie i świata. Poczucia winy nie mam - nie wiem skąd ten wniosek. Stąd że w poprzedniej notce (z 12 lutego) pisałem, że to moja wina, że oczekuję czegoś, czego nie powinienem? Bo moja, to nie jest poczucie winy tylko stwierdzenie faktu - wyciągnąłem wnioski i tyle. A i agresja pojawia się tylko czasami, po prostu wtedy jedną z rzeczy, które pomagają mi się oczyścić, jest napisanie notki, dlatego większość z nich ocieka wkurwem. Ale to przecież też przy NL nie jest nic wyjątkowego. Mówisz że jestem na dobrej drodze do samozniszczenia i psychiatryka. Więc podsumowując - co mam według ciebie zrobić, żeby z niej zejść? Nie neguję tego co mówisz, cenię twoje zdanie - może rzeczywiście jest we mnie jakiś problem poza NL, który wymaga pomocy psychiatrycznej. Tylko że ja niczego takiego nie zauważyłem. Jasne, nie czuję się taki jak inni - często czuję się od nich gorszy i na różne sposoby to maskuję. Ale żyję, funkcjonuję w tym życiu, tu praca, tu (kolejne niezdane) prawko, tam dziewczyna, do której swoją drogą zaraz jadę. Czy to nie o to w tym życiu chodzi? Jeżeli ktoś zapyta o to, czy temat notki ma coś wspólnego z niejaką "Psycho Emo", która dosyć szybko przewinęła się m.in. przez tego bloga ok. 3.5 roku temu - odpowiedź brzmi "nie". skomentuj (9) 2009-03-04 07:47:46 >> Żryjkotapókiciepły! 20:36:26 < QueenOfDarkness> scrat ja dzisiaj prawie wszystkie Twoje wpisy na alterku przeczytałam 20:36:34 <@scrat> gratuluje. i wspolczuje. :D 20:36:44 < QueenOfDarkness> się zmieniłeś :P 20:51:48 <@scrat> QueenOfDarkness, wiem ze zmienilem 20:51:54 <@scrat> QueenOfDarkness, tylko nie wiem czy na lepsze czy na gorsze ;) 20:51:57 <@scrat> dla mnie na lepsze 20:52:00 <@scrat> ale nie wiem jak dla innych 20:52:26 < QueenOfDarkness> mnie się wyaje że na lepsze, przy niektrych notkach ostry brecht miałam, bez obrazy Się zmieniłem... Błonnik kupiłem. W skarbach smaku, taka sieć sklepów ze zdrowym żarciem i cenami takimi że można się przekręcić od samego liczenia. Ale błonnik tani. Żrę go spożywam konsumuję. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Poniedziałek, 2 marca 2009 20:52 alterek się odchudza. kupił błonnik i go pije. Działa, bo już po pierwszym łyku stwierdził, że będzie rzygał. No to schudnie ;) 20:53 alterek popija błonnik wódką. Ku zdrowotności 22:24 "jestem robotem, napierdalam w klawiaturę kotem" powiedział alterek ;D Ze sztormowego bliploga. Bo moje urodziny oblewaliśmy. I życzenia dostałem. "Obyś zawsze miał tylko takich kumpli jakiego ja mam w tobie". Nawet nie wiecie jak zajebiście fajnie jest coś takiego usłyszeć i jak to kontrastuje z "żałuję że cię poznałam, zdychaj w spokoju". Dupa. 1. część ciała: dupcia, dupka, dupeńka, dupeczka, dupina, dupuchna, dupula, dupulka, dupsko, de, dusza, kufer, kuper, kuperek, pupa, odbyt, odbytnica, tyłek, pośladki, siedzenie, zadek, posp. zad, cztery litery, pewna część ciała, "tam, gdzie słońce nie dochodzi", "tam, gdzie wzrok nie sięga", "tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę" 2. niezaradna osoba: fajtłapa, niezdara, niezgraba, niezgrabiasz, niedołęga, niedorajda, nieudacznik, gamajda, gapa, niezguła, ślamazara, łamaga, łajza, baba, gamoń, safanduła, niedojda, niemota, ciamajda, ciemięga, patałach, oferma, lebiega, patafian, fujara, noga, platfus, trąba, faja, guzdrała, guzdralski, mumia, maruda, grzebała, grzebuła, osioł, cielę, ciapa, ciapciak, ecie-pecie, ofiara (losu), sierota, kaleka (życiowa), posp. popapraniec, posp. kapcan, posp. dupek (żołędny), posp. pipa, wulg. kutafon, wulg. wypierdek, wulg. pierdoła, wulg. dupa wołowa, ciemna masa, ciemny żłób, ciepłe kluski/kluchy 3. atrakcyjna seksualnie kobieta: laska, babka, babeczka, lala, lalka, laleczka, lalunia, lolitka, nimfetka, kociak, kiciak, kicia, panienka, dżaga, miska, seksbomba, posp. dziwka, posp. dziwa, posp. cizia, posp. towar Dupa. ![]() Dupa. No to ruszamy j0m z wyra. I żremy kota. Póki ciepły, yo. skomentuj (4) 2009-02-12 03:02:36 >> Kurwa Czasem mam wrazenie ze cos sie komus we lbie kompletnie popierdolilo. Czasem zostawiam to dla siebie, bo nie chce mi sie w ogole zaczynac tematu. Albo dlatego ze drugie wrazenie jest takie, ze to mi sie cos popierdolilo. W zwiazku z kims. Kiedy jedna czesc mnie mowi ze jej nawet zalezy a druga ma w dupie, totalnie, na tyle w dupie ze nawet nie chce jej sie niczego wyjasniac. Zwykle wtedy na blipie pojawia sie tradycyjne nigdzie nie wyjasnione "ja pierdole" i dzien toczy sie dalej. A wszystko to jakies oczekiwania wobec ludzi. Nie jakies pojebane. Po prostu nastawienie sie na cos co bylo gdziestam luzno rzucone albo nawet nie bylo rzucone tylko po prostu mialo sie wydarzyc. Potem mam gdzies w srodku zal do kogos. Mimo ze tak naprawde wcale nie mam prawa go miec. Bo to nie wina tej osoby tylko moja, ze nastawilem sie na cos co tak naprawde nie bylo nawet zdeklarowane. Potem troche szkoda sie robi kiedy np. widze na czyims fotoblogu foty z miejsc, do ktorych mam z buta moze 5 minut. Foty zrobione wtedy kiedy niby mielismy sie spotkac, ale tak naprawde to jeszcze do potwierdzenia, no i nie spotkalismy, niczyja wina (a przynajmniej ani moja ani jej). Albo jak widze zmiany opisow dawnych znajomych. Takich z ktorymi juz mnie nic nie laczy, przewineli sie przez zycie, kiedys bylo fajnie, potem przestalo byc fajnie i tyle. Niby mam na to wszystko centralnie wjebane, ale jednak jakas mala czastka mnie nie ma. "To usun ich z listy", ktos powie. No kilka osob polecialo. Gadac i tak nie zaczniemy znowu, a po co maja mnie wkurwiac opisami. Moze to sie kloci z tym ze staram sie nie angazowac w jakiekolwiek relacje z ludzmi. Staram sie byc i tyle, tak jest bezpieczniej. A moze po prostu tak sie nie da, nie jestem nie do zajebania mimo ze moze bardzo bym tego chcial. Tak czy inaczej to troche chujowo ze malolata z netu jest w stanie w jakikolwiek minimalny nawet sposob wplynac na moj nastroj. Oczywiscie tradycyjnie juz przycpalem imovane na sen a chuja wyciszyc sie nie moge. Do psychiatry sie wybieram. Tak, kolejnego. Moze powie jak on caly ten syf generalnie dalej widzi. Do dietetyka tez sie przejde. Zeby miec jakas diete po ktorej schudne, ktora sie nie kloci z IBS i ktora bedzie wbijala mi sie w smak. Bo jak mam czegos nie jesc to moge tego nie jesc, byle bym dostal cos zajebistego w zamian. O taka na przyklad salatke jak Natalia robi. Chociaz wlasciwie jakbym przestal, definitywnie, zrec na miescie (kebaby, maki, pizze z mikrofali) a zaczal zamawiac obiady w pracy, ale nie jak mi sie przypomni, tylko codziennie, to pewnie by wystarczylo. No ale chce tez zalatwic za jednym razem IBS (zeby dobral mi diete ktora lagodzi objawy), to moze i bez psychiatry sie obejdzie. Bo u mnie to jeden chuj, problemy psychiczne, ataki paniki itd. objawiaja sie somatycznie (czyli odpowiedzia organizmu, glownie wlasnie IBS) a pojawienie sie objawow IBS automatycznie wlacza schizy we lbie. Dlugo by tlumaczyc, zreszta wy, zdrowi, i tak tego nie zrozumiecie. Bo nikt kto tego nie przezyl nie zrozumie nerwicy i niech mi nawet nikt nie probuje wciskac ze jest inaczej. IBS to zespol jelita drazliwego. Jakby komus Google zamkneli. Sobie poczytajcie. Leczenie Obecnie w Europie nie ma skutecznych metod leczenia licznych objawów zespołu jelita drażliwego. Konwencjonalna terapia ukierunkowana jest na łagodzenie poszczególnych objawów i może zaostrzać inne, jednocześnie występujące dolegliwości. Zyc sie od razu zachciewa, co? Jest pan chory, wiemy co panu jest i gowno mozemy z tym zrobic, mecz sie czlowieku i zdechnij na to kiedys. Posrednio. IBS nie prowadzi do smierci, ale samoboj wyniszczonego i zdesperowanego pacjenta juz bardziej. Spoko, panikarze, jeszcze nie zdycham. Ale jezeli kiedys strzele sobie w leb to pewnie wlasnie z tego powodu. I jakos z wiekiem mi to przejsc nie chce, jestem dokladnie tam gdzie bylem majac 12 lat, kiedy to sie zaczelo. Roznica jest tylko taka ze jestem bardziej swiadomy, wiem o tym wiecej, duzo wiecej rzeczy stalo sie jasnych po tych wszystkich probach terapii, wiem juz skad to sie wzielo i z czego w zyciu musze zrezygnowac, zeby nie miec objawow. Tylko ze na chuj mi ta wiedza, skoro sa rzeczy, z ktorych rezygnowac nie chce? Zreszta terapia cbt zaklada ze nie tylko nie bede z nich rezygnowal ale bede sie w nie pchal, jak owca w paszcze wyglodnialego wilczyska. Zaczalem ta terapie tylko od jakiegos czasu stoi to w miejscu i tak naprawde to chuj wie co dalej. Nie wiem czy to w ogole ma sens, psychoterapeutka stwierdzila ze nie ma w ogole punktu zaczepienia, bo objawy somatyczne w moim przypadku sa bardzo trudne do zignorowania i przejscia (a to podstawa tego rodzaju terapii). Normalnie jak komus serce zaczyna napierdalac i wydaje mu sie ze ma zawal, to poleca sie przeczekac ten atak. Tak w duzym zajebistym skrocie, bo sa jeszcze miliony innych elementow tej terapii ktore sprawiaja, ze jest najskuteczniejsza w takich przypadkach. U mnie tak prosto sie tego zrobic nie da. Bo mi sie nic nie wydaje odnosnie objawow, kurwa. Jasne, moge dalej robic tabelki, analizy, i tak juz duzo sie z nich dowiedzialem. Ale w przypadku kiedy to juz siedzi tak gleboko, od bardzo wczesnego dziecinstwa, kiedy juz dawno wyksztalcily sie odruchy bezwarunkowe a ja tak naprawde nie wiem jak w ogole moze byc inaczej, to cos chujowo to widze. Moze ten nowy koles skieruje mnie na terapie grupowa. Taka wieczorowa na przyklad, bo na dzienna nie moge sobie pozwolic (kasa, kasa, kurwa, ktos musi zapierdalac do roboty zeby sobie moc na terapie pozwolic, prawda?). Zobaczymy. Byloby dobrze. Ja sie kurwa naprawde chce leczyc. Tylko nie wiem momentami juz jak. Kiedy kolejne proby terapii nie daja rezultatow, kiedy tak naprawde jedyne co mnie jako tako trzyma w pionie to konskie dawki psychotropow. Juz pomijajac te normalne co biore, przeciwdepresyjne. One juz nie wystarczaja. Trzeba cpac benzo. Afobam. Alprazolam. Wziac, popic, poczekac. Cudowne cukiereczki benzo, zwiekszaja hiperpolaryzacje blon komorkowych w mozgu hamujac przewodnictwo nerwowe. Te neurony, co ze soba gadaja, po benzo gadaja wolniej i slabiej. Objawy? Odciecie od rzeczywistosci, stlumienie myslenia, wylaczenie emocji, zmulenie, niech sie dzieje co chce, i tak mnie to nie dotyczy. Siedze sobie i mam wszystko w dupie, myslenie staje sie wysilkiem a swiat dzieje sie obok. Po prostu jestem i tyle. Mozg zwalnia obroty, nie ma ze jestem, mysle, analizuje, mam schizy. Po prostu jestem. Jak np. jade do Natalii i nie chce zeby cokolwiek co mi sie uroi w tym pustym zjebanym lbie spierdolilo nam spotkanie. Tyle ze im wiecej afo i innych benzodiazepin tym mniejszy kontakt z rzeczywistoscia. A z nia trzeba sie mierzyc, nie mozna od niej uciekac. Zeby juz w ogole nie zeswirowac jeszcze bardziej. A da sie bardziej. Chociaz czasem mam wrazenie ze juz gorzej byc nie moze, to moze. Duzo gorzej. Na forum widze co sie czasami dzieje z ludzmi. Bardzo nie widze siebie w ich sytuacji, za bardzo. I oni wszyscy, albo wiekszosc, byliby zupelnie zdrowi gdyby nie cywilizacja. Tak-mi-sie-wydaje. Bo ten caly pierdolec z nerwicami w swiecie zwierzat jakos nie wystepuje. Jak sie zwierze wystraszy to mu sie zalacza fight-or-flight (o tym rowniez mozecie sobie poczytac, jak wam Google pozwoli) i reaguje. A czlowiek to taka chujowa hybryda pierwotnych reakcji i szumnie nazywanego procesu socjalizacji. Jak ten proces przebiega prawidlowo to jeszcze spoko. Ale jak nie przebiega (bo np. dziecko bylo w dziecinstwie rozdarte miedzy rodzicami - albo setki innych rzeczy wplywajacych na ksztaltowanie sie przekonan kluczowych) to potem dostajemy np. przed egzaminami tych samych reakcji organizmu, ktore dostaje zajac po zobaczeniu paszczy sliniacego sie wilczyska. I zajac prawdopodobnie przezyje. Pomoze mu to. A nam jakos to kurwa pomagac nie chce. Jasne, stres w odpowiednich dawkach jest motywujacy. Problem jest taki ze u nerwicowcow ten stres przekracza jakiekolwiek zdrowe i motywujace dawki. Stres to jedno. Dostaniemy reakcji fizjologicznej (u kazdego jest inna) i przezyjemy. Gorzej jezeli ta reakcja jest na tyle wstydliwa, ze tworzy sie bledne kolo nerwicowe. Kiedy reakcja wyzwala strach o to, ze ta reakcja wystapi. I juz wtedy w dupie mamy egzamin, boimy sie tylko, czy nie dostaniemy tej naszej znienawidzonej reakcji. Wszystko, cale zycie, podporzadkowujemy sobie temu zeby nie zaslabnac w samolocie, temu zeby sie nie jakac, nie zaczerwienic, czy wreszcie nie dostac objawow od ukladu pokarmowego. Robimy wtedy rozne rzeczy, zeby poczuc sie lepiej. Powtarzamy je za kazdym razem, kiedy wystapi lek. Mozg sie wtedy uczy, ze jezeli mamy mozliwosc wykonania takiego rytualu (bo tak sie to nazywa), to jest spoko. I nie atakuje. Gorzej jezeli sobie uswiadomimy, ze nie, kurwa, teraz nie mozemy tego zrobic. Wtedy zaczyna sie koszmar. I tak nie napisalem wszystkiego. Bo to wszystko jest zajebiscie skomplikowane. Duzo bardziej niz wam sie moze wydawac. "Wez sie w garsc!" kurwa, za takie teksty mam ochote sprzedac kopa na ryj. I tez powiedziec "stary, wez sie w garsc". To przeciez takie proste! Najwazniejsze to nie uciekac. Mierzyc sie z tym a nie unikac, czy cpac te wszystkie psychotropy. Ja uciekam. Widac taka pizda zyciowa jestem ze juz nie daje rady inaczej. Bo przyjemne to nie jest, skoro ludzie sie okaleczaja, zeby czuc bol fizyczny, ktory sprawi, ze bol psychiczny chociaz troche sie zmniejszy, to wyobrazcie sobie jak to musi bolec. Nie wyobrazicie sobie. Nikt kto tego nie przezyl nie jest w stanie sobie wyobrazic. Ale moze to i lepiej. Chociaz wy badzcie kurwa normalni. Na terenach wokol Czarnobyla moznaby zasiac tyton. I napisac na papierosach: "minister zdrowia ostrzega po raz ostatni". Dygresja taka. Pierdole. skomentuj (14) 2009-02-03 02:03:02 >> Dopalacze Rano to pora dnia, która zjawia się zdecydowanie za wcześnie. Taki wpis ktoś kiedyś zostawił w moim... notesie? Kiedyś miałem coś takiego, zapisywałem tam różne rzeczy żeby nie uciekły. Telefony, adresy, rzeczy do zrobienia, teksty z lekcji, rzeczy które przychodziły do głowy, czasem ktoś mi się wpisał na pamiątkę. Teraz (bez tego ostatniego) trzymam to wszystko w telefonie, ale wtedy telefony dopiero się pojawiały. Notes, niebieski, rozjebany, leży jeszcze gdzieś w szufladzie. Dużo tam rzeczy, które od dawna są mglistym wspomnieniem i niech już tam zostaną. Rano, no i co? Nic, wstałem jakoś po 15, zmarnowałem kolejny dzień i tyle. Chciałem trochę popracować ale jakoś się nie zmusiłem. I to poczucie marnowania czasu, każdego dnia, który już nie wróci, towarzyszy mi od w kurwę dawna. Coli mi się chce. Kurewsko. Captain Black z gazowaną wodą trochę to zabiły ale nadal mi się chce. Nie ma coli. Na dworze zimno, musiałbym ubrać się i wyleźć z nory do nocnego. Baset rzuca palenie, ja męczyłem się bez coli z pół roku. Ale właściwie po co? Czemu rzucać coś, co sprawia nam przyjemność? Dla zdrowia? A co mi po tym, życie i tak prowadzi do śmierci, więc dlaczego mam sobie czegokolwiek odmawiać? Bo to zuooo, bo będę miał raka... Może będę, może nie będę, może zdechnę zanim zachoruję a może dożyję późnej starości w zajebistym zdrowiu, nikt mi nie da gwarancji na "tak" albo "nie". Więc w imię czego ja mam sobie czegokolwiek kurwa odmawiać. Bo nie wolno, bo złe? Dużo rzeczy "nie wolno". Chwilowo dopalacze znowu otwarte, zanim te polskie skurwysyny znowu je zamkną i zdelegalizują chcę się tam wybrać i zobaczyć jak to smakuje i działa. Na przykład smoke, albo spice diamond. A jak ktoś mnie złapie przed kamerą to bardzo chętnie pokażę mordę, dowód osobisty (szczeniaków bym tam nie wpuszczał, bo tępe to jest jeszcze i nie wie o co biega) i powiem dlaczego i co kupiłem. Że tak właśnie, do celów kolekcjonerskich. Że zbieram pamiątki po wolnej Polsce, po prawie i sprawiedliwości, które skończyły się pierwszy raz po zdelegalizowaniu zioła a drugi jak różne instytucje - skarbówka, nadzór budowlany - zaczęły paraliżować pracę legalnie działającego przedsiębiorstwa. Do momentu dopóki substancje sprzedawane w dopalaczach są legalne chuj wam w dupę, kochani politycy, wypierdalać na bambus wszyscy z tej kurwa wiejskiej. Prawe i sprawiedliwe się kurwiszony znalazły. Co innego smarkacze z gimnazjum albo kierowcy, oni powinni mieć zakaz i być skrupulatnie kontrolowani. Pierwsi bo mają jeszcze gówno we łbach i tylko im się wydaje że wiedzą, co robią, drudzy bo siłą rzeczy nie są na drodze sami i nie odpowiadają tylko za siebie. Za chlanie albo ćpanie i wsiadanie za kółko nie powinno być litości. Ale dorosły człowiek który chce mieć haluny, ataki śmiechu, chce zdychać 4 dni po zjeździe amfetaminowym, nawet chce się zaćpać i stracić kontakt z rzeczywistością - ON, wasz pierdolony obywatel, będzie to przeżywał, czy wam się to kurwa podoba czy nie. To JEGO dorosła, świadoma decyzja i spełni ją, albo legalnie w dopalaczach, albo nielegalnie (i bez podatków) u chłopaka z osiedla. I wara wam wszystkim moralizatorskim kurwom od tego. Nigdy nie promowałem na tym blogu żadnych akcji, oprócz małego bannerka spampoison w rogu i drugiego od blog.pl, który gdzieśtam jest albo i nie jest w regulaminie blog.pl. Nigdy nie pisałem o swoim stosunku do religii, poglądach politycznych itd. ani nie komentowałem tego, co się działo w świecie polityki, nawet jeżeli wszędzie o tym kipiało. Bo zawsze twierdziłem że to jest mój blog, na którym piszę to co myślę i czuję, ale nie używam go jako narzędzia do propagandy. Ludzie wchodzą tutaj żeby zobaczyć co u mnie a nie że znowu ten albo inny został prezydentem a tamtego wyrzucili ("o przepraszam, wyrzucić można śmiecia, ja zostałem WYDALONY" - nie pamiętam który to z tych popierdolonych baranów powiedział ale mnie rozjebało). No to kurwa najwyższa pora. Bo skurwysyny przegięły pałę. POLECAM, subiektywnie kurwa polecam akcję, która i tak chuja da, bo to społeczeństwo nasze takie debilne jest, że woli jak się robi wszystko za nich, ale może przynajmniej zwróci uwagę niektórych co mniej zakutych pał na problem, którego ich tępota niestety na razie nie ogarnia. http://www.dopalamy.com/ I to nie jest tylko problem garstki ćpunów którym chce się ćpać i walczą w obronie narkotyków. Ich i tak nie stać na dopalacze i wolą towar od lokalnego ziomka. To jest problem was wszystkich, matoły, im szybciej sobie to uświadomicie tym lepiej dla was. Bo kiedyś w tym kraju, w którym z prawa robi się jaja a sprawiedliwością wyciera mordę, skatują i zamkną was za domysły, że coś zrobiliście, albo zdelegalizują wam piwka, którymi tak często się upijacie, i dopiero będzie sranie do nieba. Kurwa, coli mi się chce! Ona przynajmniej jest jeszcze legalna. Co robisz w wolnych chwilach? Przepierdalam czas i łapię doła że już takie stare jestem. Co myślisz o tej dziewczynie, którą dziś mijałeś po drodze? Że jej nie minąłem, bo nie wynurzyłem się dzisiaj z nory. Co chcesz osiągnąć w przyszłości? Mieć kasy jak lodu i sobie was wszystkich kupić. wchodzę na blog kilka razy dziennie Może RSS? Ja w ten sposób "wchodzę" na kilkadziesiąt blogów, a tak naprawdę to nowe notki same przychodzą do mnie. Tak działa RSS, zainteresuj się nim. a co kurwa nie masz kumpli? Mam. Kiedy wszyscy szli na wojnę Żegnały ich żony, matki On stał na boku Samotnie Bo nie miał już Nikogo na tym świecie Nikt mu nie powiedział wracaj cały Wracaj zdrów http://www.tekstowo.pl/piosenka,twierdza,nieznany_zolnierz.html Lubicie RAC? Czy nie lubicie? W sumie nieważne czy lubicie, propagowanie pewnych idei prezentowanych przez takie zespoły i tak jest zakazane. Przez tą piosenkę akurat nie, ale inne teksty takich zespołów nawołują. Chociaż tutaj akurat moje podejście nie jest aż tak jednostronne jak w przypadku dopalaczy. Temat do dłuższej dyskusji ogólnie. Ale nie tutaj. Bo a) już wielu o tym dyskutowało, b) nigdy nie doszli do żadnych wniosków i c) zawsze takie rozmowy kończą się w necie flejmami a w realu mordobiciami. Z mniej wkurwiających tematów - podwojna dawka Imovane a ja wciąż mam gonitwę myśli - rozkminiam różne projekty związane z aktualną pracą (prace badawczo-rozwojowe nad oprogramowaniem w laboratorium bezpieczeństwa teleinformatycznego - wykurwiście brzmi, co?) i może-dodatkową (też research and development, ale bardziej elektronika - systemy mikrokomputerowe, oprogramowanie osadzone, elektronika użytkowa). Jest w chuj rzeczy do a) wymyślenia, b) dogrzania szczegółów, c) stworzenia, d) dopieszczenia razem z testami... To nie daje spać. Mimo że część jest spisana, zaprojektowana i po części realizowana - partiami. Poza tym chcę kupić nowy telefon (HTC TyTN II) i sprawdziłem właśnie ile kosztuje AutoMapa (podobno skurwysyny z drogówki widząc PDA kontrolują legalność więc trudno, tych 3 stów się pozbędę), wymyśliłem mały, darmowy serwis dla kierowców, który pewnie skończy jako mała strona, nawet bez logowania (o ile prokrastynacja pozwoli). Wczoraj po tej dawce prochów już miałem sny na jawie, pisałem Natalii SMSy i opisywałem to co mi się śni, to było coś niesamowitego. Nigdy nie miałem czegoś takiego. Chwilę potem zasnąłem. Teraz jestem zmęczony ale nie mogę, za dużo myśli w głowie. Jak zawsze. Nie mogę się kurwa wyciszyć. Ale może jeszcze zacznie działać. Dobranoc. skomentuj (3) |
Archiwum
2009listopad październik wrzesień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień Na skróty
Wiek: 24Miasto: Warszawa Mail: alterek (małpa) aster.pl RSS: index.rss Ziomki
last-fantasy.blog.plKairi marketa.fbl.pl (Hiper)marketa jutro.mblog.pl Jutro frodo8.blox.pl Frodo baseciq.org Baset forum.nerwica.com Moje ulubione Idole
morfeusz.blox.plSzpitalne życie 1435mm.bloog.pl Zapiski maszynisty rozmawiamy.blox.pl Ona i on coupa.blox.pl Bagienny pasazer.blog.pl Autobusy nie muszą być nudne Fun
ratunku-co-robic.ownlog.comCo robić? jakzyc.wordpress.com Jak żyć? oddee.com Nietypowości (ang) failblog.org Po prostu failblog (ang) Reszta
azuzephre.netPon i Zi lsd.lidel.org LSD (przeładuj kilka razy)
|